Przejdź do treści
transhumanizm.com.pl
Szukaj
Biologia

Sztuczna macica: co naprawdę pokazały owce

Osiem jagniąt przeżyło w worku z płynem do czterech tygodni. Od tego wyniku do pierwszego dziecka droga jest dłuższa, niż sugerują nagłówki.

Redakcja
ilustracja: przezroczysty owalny zbiornik wypełniony bursztynowym płynem, z którego wychodzi pojedynczy zwinięty przewód, w tle rząd identycznych mniejszych zbiorników niknących we mgle
Grafika wygenerowana maszynowo

Zdjęcie, które w 2017 roku obiegło świat, przedstawiało jagnię w przezroczystym worku. Zwierzę wyglądało na śpiące, worek na sprzęt laboratoryjny, a podpisy pod zdjęciem mówiły o sztucznej macicy. Prawie wszystkie były przesadzone, a samo urządzenie jest ciekawsze niż to, co o nim wtedy napisano.

Co dokładnie zrobiono

Zespół z Children’s Hospital of Philadelphia opisał układ, który nazwał środowiskiem pozamacicznym dla rozwoju noworodka. Osiem owczych płodów wyjęto przez cięcie cesarskie i umieszczono w zamkniętym, wypełnionym płynem worku. Pięć zwierząt było na 105-108 dniu ciąży owczej, trzy na 115-120. Wcześniejsza z tych grup odpowiada mniej więcej 23-24 tygodniowi ciąży u człowieka, czyli granicy, na której dziś w ogóle podejmuje się ratowanie wcześniaka.

Najdłuższe przebiegi zakończono po 28 dniach. Nie dlatego, że coś przestało działać: autorzy piszą wprost, że przerwano je z powodu ograniczeń protokołu badań na zwierzętach, a nie niestabilności zwierzęcia. To jest ważny szczegół, bo oznacza, że górna granica czasu nie została wtedy zmierzona.

Trzy rozwiązania odróżniają ten układ od wcześniejszych prób, które kończyły się po godzinach albo dniach:

  • Krążenie bez pompy. Krew przepływa przez wymiennik gazowy napędzana wyłącznie pracą serca płodu, przez naczynia pępowinowe. Pompa mechaniczna przeciąża niedojrzałe serce i uszkadza krwinki; jej brak jest tu głównym pomysłem konstrukcyjnym.
  • Płyn wymieniany, nie krążący w kółko. Zamiast recyrkulacji układ stale podaje świeży płyn owodniowy, co ogranicza namnażanie się bakterii.
  • Obieg zamknięty. Worek jest szczelny, więc płód nie ma kontaktu z powietrzem sali ani z jej florą bakteryjną. Zakażenie jest tym, co zabija skrajne wcześniaki najczęściej.

Zwierzęta rosły, przybierały na wadze, ich płuca dojrzewały, a badanie mózgu nie wykazało uszkodzeń typowych dla intensywnej terapii noworodka.

Dlaczego to nie jest „dziecko ze słoika”

Tu zaczyna się rozdźwięk między urządzeniem a jego nazwą.

Sztuczna macica w sensie potocznym oznacza donoszenie ciąży poza ciałem od zapłodnienia do porodu. Tego nikt nie zrobił i nikt się do tego nie zbliża. Barierą jest nie sprzęt, tylko pierwsze tygodnie: zagnieżdżenie zarodka i budowa łożyska to procesy, których nie umiemy odtworzyć poza organizmem, a bez łożyska nie ma czego podłączyć do wymiennika gazowego.

To, co zbudowano, jest czymś innym i skromniejszym. Nazywa się to ektogenezą częściową: płód musi najpierw zostać urodzony, żeby trafić do urządzenia. Zamiast oddychać powietrzem przez respirator - czyli robić rzecz, do której jego płuca nie są jeszcze gotowe - kontynuuje rozwój w płynie, tak jak przed porodem.

Innymi słowy: to nie jest zamiennik ciąży. To jest zamiennik inkubatora i respiratora dla kilku tygodni na samym początku, i cała nadzieja polega na tym, że te kilka tygodni rozstrzyga o reszcie życia.

Gdzie to stoi dzisiaj

Część zespołu z Filadelfii przeszła w 2019 roku do spółki Vitara Biomedical, która zebrała na rozwój urządzenia 100 milionów dolarów.

We wrześniu 2023 roku komitet doradczy amerykańskiego urzędu rejestracyjnego poświęcił dwa dni na to, jak miałoby wyglądać pierwsze badanie z udziałem ludzi: jakie dane trzeba pokazać, jakie są wymogi regulacyjne i etyczne. Rozmowa dotyczyła wyłącznie zastosowania u skrajnych wcześniaków, jako alternatywy dla dzisiejszej intensywnej terapii noworodka. Uczestnicy zgodzili się, że badanie musiałoby obejmować wieloletnią obserwację dzieci, bo skutki takiego rozwiązania mogą ujawnić się długo po wypisie ze szpitala.

Warto wiedzieć, że drugi dzień posiedzenia był zamknięty, ze względu na dane objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. Publicznie znana jest więc tylko część przebiegu.

Do sierpnia 2026 roku nie ogłoszono rozpoczęcia takiego badania.

Co wiemy

  • Owcze płody na etapie odpowiadającym 23-24 tygodniowi ciąży u człowieka przeżyły w tym układzie do czterech tygodni, rosły i dojrzewały.
  • Krążenie napędzane sercem płodu, bez pompy, działa u owcy przez tygodnie.
  • Zakończenie przebiegów wynikało z protokołu badania, nie z pogorszenia stanu zwierząt.

Czego nie wiemy

  • Czy to zadziała u człowieka. Owca nie jest małym człowiekiem: ma inną budowę łożyska, inne tempo dojrzewania mózgu i rodzi się znacznie bardziej samodzielna.
  • Jak wyglądałby rozwój takiego dziecka po latach. Tego nie da się oszacować z żadnego badania na zwierzętach.
  • Gdzie leży górna granica czasu w urządzeniu. Nie została zmierzona.

Spór, który nie dotyczy techniki

Najmocniejszy zarzut wobec tej technologii nie brzmi „to nie zadziała”. Brzmi: nie wiadomo, czym to jest w sensie prawnym.

Elizabeth Chloe Romanis argumentuje, że urządzenie należy zakwalifikować jako badanie naukowe, a nie nowatorskie leczenie. Różnica nie jest akademicka. Pacjent poddawany leczeniu i uczestnik eksperymentu mają inny zakres ochrony, inne wymogi zgody i inny nadzór.

Jej argument opiera się na trzech krokach. Po pierwsze, urządzenie robi coś jakościowo innego niż intensywna terapia noworodka: nie ratuje dziecka próbującego samodzielnie oddychać, tylko przedłuża stan sprzed porodu. Po drugie, celem tych pierwszych zastosowań będzie wiedza przydatna przyszłym pacjentom, a niekoniecznie korzyść tego konkretnego dziecka. Po trzecie, ryzyka na tym etapie nie da się uzasadnić samą spodziewaną korzyścią indywidualną.

Do tego dochodzi pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi: kto wyraża zgodę i w jakim momencie. Rodzice podejmowaliby decyzję w ciągu godzin, w sytuacji skrajnego stresu, wybierając między procedurą doświadczalną a rokowaniem, które przy porodzie w 22-23 tygodniu bywa bardzo złe. Zgoda podjęta w takich warunkach jest zgodą tylko formalnie.

Nie jest to zarzut wymyślony przez przeciwników technologii. Jest to zarzut o ramę pojęciową, w której się ją przedstawia - i jak dotąd nie został rozstrzygnięty.

Sto lat wcześniej

Słowo „ektogeneza” nie pochodzi od inżynierów. Ukuł je w 1923 roku brytyjski biolog J. B. S. Haldane, w wykładzie, w którym opisywał przyszłość, gdzie rozwój płodu odbywa się poza ciałem. Haldane nie miał ani danych, ani technologii; miał intuicję, że biologia rozrodu przestanie być czymś danym.

To jest jeden z tych momentów, w których widać, że dzisiejsze spory mają sto lat. Piszemy o nich szerzej przy historii transhumanizmu i przy morfologicznej wolności - pojęciu, które mówi, że decyzja o własnym ciele obejmuje także jego biologiczną architekturę.

Warto przy tym zauważyć, czego u Haldane’a nie ma. Nie ma sprzętu, nie ma medycyny noworodka, nie ma pytania o zgodę. Jest wyłącznie idea. Odległość między ideą a ośmioma owcami w worku wynosi dziewięćdziesiąt cztery lata, i to jest uczciwa miara tempa, w jakim ta dziedzina idzie naprzód.

Co z tego wynika

Dla czytelnika, który zobaczy kolejny nagłówek o sztucznej macicy, przydają się trzy pytania.

Czy mowa o ektogenezie częściowej, czy pełnej? Prawie zawsze o częściowej, czyli o kilku tygodniach po porodzie. Nagłówki zwykle sugerują coś przeciwnego.

Na jakim gatunku to pokazano? Do dziś: na owcy, a w kilku ośrodkach także na innych zwierzętach. Nie na człowieku.

Czy podano, co się działo później? Przy urządzeniu, którego celem jest zdrowe życie, wynik po czterech tygodniach jest początkiem pytania, a nie odpowiedzią.

Ta technologia ma szansę stać się jednym z ważniejszych osiągnięć medycyny noworodka, a spory wokół niej dotkną spraw znacznie szerszych niż wcześniactwo - od granicy zdolności do samodzielnego życia po to, jak w ogóle myślimy o transhumanizmie i o biokonserwatywnych zastrzeżeniach wobec ingerencji w rozród. Wszystko to jest jednak przed nami. Na razie mamy osiem owiec, cztery tygodnie i jedno posiedzenie komitetu doradczego.

Część większego wątku

  • Historia transhumanizmuSto trzydzieści lat ciągłej tradycji: od moskiewskiego bibliotekarza, który chciał wskrzesić zmarłych, po protokoły badań klinicznych.

Źródła (4)

  1. Emily A. Partridge i in., An extra-uterine system to physiologically support the extreme premature lamb, Nature Communications (2017)badanieDOI 10.1038/ncomms15112sprawdzono 28.08.2026

    Badanie na owcach. Osiem zwierząt, brak grupy kontrolnej w dzisiejszym rozumieniu, obserwacja najdłużej 28 dni. Autorzy pracują w szpitalu, który rozwija to urządzenie komercyjnie.

  2. U.S. Food and Drug Administration, Pediatric Advisory Committee, Pediatric Advisory Committee Meeting Announcement, 19-20 września 2023, FDA (2023)komunikatsprawdzono 28.08.2026

    Drugi dzień posiedzenia był zamknięty dla publiczności ze względu na dane objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. Jawna jest więc tylko część przebiegu.

  3. Elizabeth Chloe Romanis, Artificial womb technology and clinical translation: Innovative treatment or medical research?, Bioethics 34(4), s. 392-402 (2020)artykułDOI 10.1111/bioe.12701sprawdzono 28.08.2026

    Stanowisko przeciwne wobec ramy, w której technologię przedstawiają jej twórcy. Praca prawniczo-bioetyczna, nie eksperymentalna.

  4. J. B. S. Haldane, Daedalus; or, Science and the Future, Kegan Paul, Trench, Trubner & Co. (1923)książkasprawdzono 28.08.2026

    Źródło terminu „ektogeneza". Tekst spekulatywny - wykład wygłoszony w Cambridge 4 lutego 1923 roku. Przywołany jako pochodzenie pojęcia, nie jako źródło naukowe.

Więcej w dziale Biologia

Cały dział →

Komentarze

Komentowanie wymaga konta - to jedyny sposób, żeby ta sekcja nie zamieniła się w chaos. Prosimy o adres, nick i hasło; o nic więcej. Komentarze pojawiają się bez czekania, redakcja czyta je po fakcie. Zasady.

Wczytuję komentarze…