Maszyny i praca: co pokazują dane
Prognoza „47 procent zawodów zagrożonych" obiegła świat w 2013 roku. Dekadę później bezrobocie było rekordowo niskie. Co poszło nie tak?
Rama pończosznicza z ryciny powyżej to maszyna, wokół której spór o technologię i pracę toczy się od czterystu lat. Elżbieta I odmówiła jej wynalazcy patentu, obawiając się o los prządek. Dwieście lat później luddyści niszczyli jej kolejne wersje. Dziś w Wielkiej Brytanii nie ma prawie żadnych prządek - i jest więcej pracy niż kiedykolwiek.
Ten fakt bywa używany jako argument kończący dyskusję: dotąd zawsze było dobrze, więc będzie. To jest wniosek za mocny. Ale wniosek przeciwny - że tym razem maszyny zabiorą pracę - też nie wynika z tego, z czego zwykle się go wyprowadza.
Skąd wzięło się 47 procent
W 2013 roku dwóch badaczy z Oksfordu opublikowało oszacowanie, które obiegło świat: 47 procent zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych znajduje się w kategorii wysokiego ryzyka automatyzacji.
W cytowaniach zdanie to skróciło się do „maszyny zabiorą połowę miejsc pracy”. Praca mówiła co innego, i to w sposób, który autorzy zaznaczyli wprost:
- Szacowano podatność techniczną - czy zadania danego zawodu dają się w zasadzie zautomatyzować. Nie: czy zostaną, nie: kiedy, nie: czy się to opłaci.
- Jednostką był zawód, nie stanowisko. Zawód, w którym da się zautomatyzować większość zadań, trafiał do kategorii ryzyka w całości.
- Nie modelowano powstawania nowych zawodów, bo nie ma metody, która by to potrafiła.
Dekadę później bezrobocie w krajach rozwiniętych było rekordowo niskie. Nie znaczy to, że praca była błędna - znaczy, że mierzyła coś innego, niż jej przypisano.
Co pokazują dane
Badanie, które w tej dyskusji ma najmocniejszą metodologię, poszło inaczej: zamiast szacować przyszłość, porównało lokalne rynki pracy w USA, na których wdrożono różną liczbę robotów przemysłowych.
Wynik: dodanie jednego robota na tysiąc pracowników wiąże się z mierzalnym spadkiem zatrudnienia i płac w danym regionie. Efekt jest realny, ujemny i lokalny.
Dwa zastrzeżenia, bez których łatwo przeciągnąć ten wynik za daleko:
- Dotyczy robotów przemysłowych, a nie oprogramowania. Automatyzacja pracy biurowej ma inny przebieg i inne dane.
- Efekt lokalny nie musi być efektem krajowym. Praca może przenosić się między regionami; to, co widać jako stratę w jednym miejscu, bywa zyskiem w innym.
Trzecia obserwacja, tym razem historyczna: automatyzacja rzadko likwiduje zawód w całości. Likwiduje zadania. Bankomat nie usunął kasjerów - zmienił to, co robią, i przez obniżenie kosztu oddziału pozwolił otworzyć ich więcej. Dopiero bankowość internetowa zrobiła to, czego spodziewano się po bankomacie.
Co wiemy
- Wdrażanie robotów przemysłowych wiąże się z lokalnym spadkiem zatrudnienia i płac.
- Automatyzacja historycznie zmieniała skład zadań w zawodach częściej, niż likwidowała zawody.
- Prognozy podające jedną liczbę „zagrożonych miejsc pracy” mierzą podatność techniczną, nie skutek gospodarczy.
Czego nie wiemy
- Czy automatyzacja pracy umysłowej zachowa się jak automatyzacja pracy fizycznej. Danych za mało, zjawisko za świeże.
- Jakie zawody powstaną. Nie ma metody, która by to przewidywała, a historycznie to właśnie one równoważyły straty.
- Czy tempo zmiany mieści się w tempie, w jakim ludzie zdążą się przekwalifikować. To jest pytanie, od którego wszystko zależy.
Gdzie leży realny problem
Nie w liczbie miejsc pracy. W rozkładzie kosztów i czasie na dostosowanie.
Rewolucja przemysłowa skończyła się wzrostem zamożności - po dwóch, trzech pokoleniach. Dla ludzi, których zawód zniknął w połowie życia, statystyka zbiorcza nie była pociechą. Prządka nie została programistką; jej wnuczka może i tak, ale to jest inna osoba.
Trzy pytania, które mają dziś znaczenie praktyczne, a giną pod nagłówkami:
Kto ponosi koszt. Zysk z automatyzacji trafia do właściciela kapitału, koszt - do pracownika i budżetu publicznego. To jest kwestia podziału, a nie technologii, i rozstrzygana jest politycznie.
Jak szybko. Zmiana rozłożona na trzydzieści lat jest problemem edukacyjnym. Ta sama zmiana w pięć lat jest problemem socjalnym.
Dokąd przejść. Przekwalifikowanie działa, gdy istnieje zawód sąsiedni, wymagający podobnych umiejętności. Gdy automatyzacja obejmuje całe pasmo zadań o podobnym profilu - a to jest właśnie różnica, którą może wnieść AI - sąsiedztwa może nie być.
Co to ma wspólnego z transhumanizmem
Więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Rozmowa o automatyzacji jest najbliższym testem dla tez, które w tym nurcie padają w wersji dalekosiężnej.
Jeśli systemy ogólnego przeznaczenia miałyby kiedyś dorównać człowiekowi w większości zadań poznawczych, to skutek na rynku pracy będzie pierwszym, który zobaczymy - na długo przed czymkolwiek, co dałoby się nazwać AGI. Sposób, w jaki społeczeństwa poradzą sobie z tą falą, jest zarazem próbką tego, jak poradzą sobie z następnymi.
I odwrotnie: jeśli fala okaże się podobna do poprzednich - bolesna lokalnie, korzystna zbiorczo, rozłożona na dekady - to jest to argument przeciw scenariuszom nagłej nieciągłości.
Co z tego wynika
Przy każdej prognozie z tej dziedziny warto sprawdzić trzy rzeczy:
- Co dokładnie policzono? Podatność techniczną zawodu czy przewidywaną liczbę zwolnień? To są dwie różne wielkości i pierwsza bywa podawana jako druga.
- Zawód czy zadanie? Prognozy operujące zawodami systematycznie przeszacowują skutek, bo zawody rozkładają się na zadania o różnej podatności.
- Czy uwzględniono to, co powstanie? Zwykle nie - bo nie ma jak. Warto wiedzieć, że prognoza jest z tego powodu jednostronna, nawet gdy jej autorzy są uczciwi.
To nie jest zachęta do spokoju. To jest zachęta do liczenia tego, co da się policzyć, i mówienia wprost o reszcie.
Część większego wątku
- AGI i superinteligencjaOd maszyny Gooda po dzisiejsze modele: co zostało wykazane, co jest hipotezą, a co deklaracją firmy zbierającej kapitał.
Źródła (3)
- Carl Benedikt Frey, Michael A. Osborne, The future of employment: How susceptible are jobs to computerisation?, Technological Forecasting and Social Change, t. 114 (2017)
Wersja robocza krążyła od 2013 roku. Praca szacuje podatność zawodów na automatyzację, a nie liczbę miejsc pracy, które zostaną zlikwidowane - to rozróżnienie ginęło w cytowaniach.
- David H. Autor, Why Are There Still So Many Jobs? The History and Future of Workplace Automation, Journal of Economic Perspectives, t. 29 (2015)
- Daron Acemoglu, Pascual Restrepo, Robots and Jobs: Evidence from US Labor Markets, Journal of Political Economy, t. 128 (2020)
Badanie na danych lokalnych rynków pracy w USA. Dotyczy robotów przemysłowych, nie oprogramowania.
Więcej w dziale Społeczeństwo
Cały dział →Komentarze
Wczytuję komentarze…


