Kiedy obraz przestaje być świadectwem
Ludzie rozpoznają materiały wygenerowane niewiele lepiej niż losowo. Najlepiej wypada człowiek z podpowiedzią programu.
Karykatura Gillraya z 1795 roku przedstawia damę przed lustrem, w którym odbicie nie zgadza się z oryginałem. Żart był wtedy o modzie. Dziś czyta się inaczej: wizerunek przestał odpowiadać temu, co przed nim stoi.
Jak dobrze ludzie to rozpoznają
Badanie opublikowane w 2022 roku sprawdziło to na dużej grupie uczestników. Wyniki, w kolejności:
- Ludzie bez pomocy - skuteczność ledwie powyżej losowej.
- Program do wykrywania - lepiej niż ludzie.
- Ludzie z podpowiedzią programu - najlepiej ze wszystkich układów.
Trzy obserwacje z tego badania, które warto zapamiętać:
Pewność nie idzie w parze z trafnością. Uczestnicy przekonani o swojej ocenie mylili się równie często jak niepewni.
Podpowiedź programu pomaga, ale i szkodzi. Gdy program się mylił, część uczestników zmieniała poprawną odpowiedź na błędną. Zaufanie do narzędzia bywa większe niż jego skuteczność.
Materiał był stary. Badanie korzystało z nagrań z konkursu detekcji sprzed kilku lat. Jakość generowania od tego czasu wyraźnie wzrosła, więc wynik dla ludzi jest dziś prawdopodobnie gorszy, a nie lepszy.
Co mówi prawo
Akt o sztucznej inteligencji nakłada obowiązki przejrzystości. Najkrócej:
- Treść wygenerowana lub zmanipulowana przez system AI ma być oznaczona w sposób nadający się do odczytu maszynowego.
- Materiał, który przedstawia osoby, zdarzenia lub miejsca w sposób łudząco podobny do rzeczywistości, ma być ujawniony jako wygenerowany, z wyjątkami dla twórczości artystycznej i satyry, gdzie ujawnienie następuje w sposób nieprzeszkadzający w odbiorze.
- Użytkownik ma wiedzieć, że rozmawia z systemem AI, jeśli nie jest to oczywiste.
Od sierpnia 2026 w Polsce jest też komu to zgłosić: ustawa o systemach AI wskazuje organ nadzoru i tryb skargi.
Ograniczenie jest oczywiste i trzeba je podać razem z przepisem: obowiązek oznaczania obciąża tego, kto działa zgodnie z prawem. Osoba tworząca fałszywe nagranie w celu oszustwa nie oznaczy go, tak jak fałszerz nie podpisuje falsyfikatu.
Co wiemy
- Ludzie rozpoznają materiały wygenerowane słabo, a swoją skuteczność przeceniają.
- Połączenie oceny ludzkiej z narzędziem daje lepszy wynik niż każde z osobna.
- Obowiązek oznaczania treści wygenerowanych obowiązuje w Unii i ma krajowy organ nadzoru.
Czego nie wiemy
- Jak skuteczne są dziś narzędzia wykrywające wobec najnowszych metod generowania. Wyścig trwa i publikowane wyniki starzeją się w miesiącach.
- Czy znakowanie wodne przetrwa przetwarzanie materiału. Kompresja i kadrowanie usuwają część znaczników.
- Jak sądy będą traktować nagrania jako dowód. Praktyka orzecznicza dopiero powstaje.
Szkoda, o której mówi się najmniej
Publiczna rozmowa skupia się na jednym scenariuszu: ktoś zobaczy fałszywe nagranie i uwierzy.
Poważniejszy jest scenariusz odwrotny. Gdy wszyscy wiedzą, że nagranie da się wygenerować, prawdziwe nagranie przestaje cokolwiek dowodzić. Osoba przyłapana na czymś kompromitującym mówi: to deepfake - i nie musi tego udowadniać, wystarczy, że jest to możliwe.
Skutek jest podwójny:
- Fałsz zyskuje, bo można go rozpowszechniać.
- Prawda traci, bo można ją zakwestionować bez wysiłku.
Dla dziennikarstwa, sądów i dokumentowania nadużyć jest to zmiana głębsza niż samo istnienie fałszywek. Przez sto pięćdziesiąt lat fotografia i nagranie działały jako domyślne świadectwo. Ta rola się kończy i nic jej na razie nie zastępuje.
Co da się zrobić
Uwierzytelnianie u źródła. Zamiast wykrywać fałszywki, podpisywać kryptograficznie materiały prawdziwe w chwili powstania, razem z historią zmian. Rozwiązanie sensowne i wymagające zgody producentów sprzętu, redakcji i platform - czyli trudne organizacyjnie, nie technicznie.
Znakowanie wodne przy generowaniu. Działa, dopóki wszyscy je stosują, a materiał nie jest przetwarzany. Nie chroni przed modelami uruchamianymi lokalnie, co wiąże ten temat ze sporem o otwarte modele.
Weryfikacja kontekstu, nie obrazu. Najskuteczniejsze w praktyce dziennikarskiej pozostaje sprawdzenie, skąd materiał pochodzi, kto go pierwszy opublikował i czy zgadza się z innymi źródłami. Metoda stara, nudna i wciąż najlepsza.
Co z tego wynika
Praktyczna zasada dla czytelnika jest przykro prosta: nie ufaj własnej ocenie nagrania. Badania pokazują, że jest niewiele lepsza od losowej, a poczucie pewności nie pomaga.
Zamiast tego warto pytać o rzeczy, które nie zależą od obrazu: kto to opublikował pierwszy, czy jest materiał z innego ujęcia i czy zdarzenie ma potwierdzenie poza nagraniem.
To jest ta sama zasada, którą stosujemy w tym portalu przy zmyśleniach modeli: forma przekazu przestała nieść informację o jego prawdziwości. Zostało źródło.
Część większego wątku
- Bezpieczeństwo AICztery pytania, które publicystyka zlewa w jedno: jakie cele nadać, jak je przekazać, jak zachować możliwość korekty i jak sprawdzić, czy cokolwiek z tego zadziałało.
Źródła (4)
- Matthew Groh i in., Deepfake detection by human crowds, machines, and machine-informed crowds, Proceedings of the National Academy of Sciences, t. 119 (2022)
Badanie na dużej grupie uczestników online, na materiałach z konkursu detekcji sprzed kilku lat. Jakość generowania od tego czasu wzrosła.
- Parlament Europejski i Rada, Rozporządzenie (UE) 2024/1689 (akt o sztucznej inteligencji), art. 50, Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej (2024)
Akt prawny. Nakłada obowiązki przejrzystości, w tym oznaczania treści wygenerowanych lub zmanipulowanych.
- Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Ustawa z dnia 3 lipca 2026 r. o systemach sztucznej inteligencji (Dz.U. 2026 poz. 1003), Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej (2026)
Przywołane dla krajowego organu nadzoru i trybu skargi.
- Ziwei Ji i in., Survey of Hallucination in Natural Language Generation, ACM Computing Surveys, t. 55 (2023)
Przywołane dla tekstowego odpowiednika tego samego problemu.
Więcej w dziale Sztuczna inteligencja
Cały dział →Komentarze
Wczytuję komentarze…