Najniebezpieczniejsza idea świata - omówienie
Dwie strony z 2004 roku, które ustawiły krytykę transhumanizmu na dwie dekady. Argument nie dotyczy techniki, tylko równości.
W 2004 roku redakcja „Foreign Policy” poprosiła kilkoro autorów o wskazanie idei najgroźniejszej dla świata. Francis Fukuyama wskazał transhumanizm. Tekst ma dwie strony i od dwudziestu lat jest najczęściej cytowanym zdaniem w tej dyskusji - zwykle bez argumentu, który za nim stoi.
Argument w trzech krokach
Krok pierwszy: równość jest umową opartą na podobieństwie. Prawa człowieka przysługują wszystkim ludziom w równym stopniu, mimo że ludzie różnią się siłą, zdrowiem i zdolnościami. Ta konstrukcja trzyma się, bo różnice mieszczą się w pewnym zakresie i nikt nie wybiera sobie miejsca w tym rozkładzie.
Krok drugi: technologia ten zakres otwiera. Jeśli zdolności poznawcze, odporność i długość życia staną się przedmiotem zakupu, różnice przestaną być losowe i przestaną się mieścić w dotychczasowym zakresie.
Krok trzeci: wtedy umowa przestaje działać. Nie dlatego, że ktoś ją wypowie, tylko dlatego, że zniknie przesłanka, na której stała. Nie trzeba przy tym zakładać złej woli po żadnej stronie - wystarczy nierówny dostęp.
Stąd wniosek eseju: zagrożeniem nie jest awaria technologii, lecz jej powodzenie rozłożone nierówno.
Co się w tym broni
Dziedziczność. To jest część, której odpowiedź transhumanistyczna nie rozbraja do końca. Standardowy kontrargument brzmi: nierówny dostęp do nowości jest normalny, tak samo zaczynały antybiotyki i szczepienia, a potem staniały. Rzecz w tym, że antybiotyk nie daje przewagi dziedzicznej. Zmiana wprowadzona do linii zarodkowej daje - i ta różnica jest jakościowa, nie ilościowa.
Skutek zbiorowy. Esej wyprzedza tu argument, który siedem lat później sformułowano ostrzej: dobrowolność wyboru na poziomie jednostki nie znosi jego skutku na poziomie populacji. Milion niezależnych decyzji może dać efekt programu państwowego, tylko bez decydenta, którego dałoby się rozliczyć.
Trafność diagnozy politycznej. Fukuyama pisze jako politolog i pyta o ustrój, a nie o laboratorium. To jest pytanie, którego strona techniczna sporu przez lata nie zadawała, bo nie było jej do niczego potrzebne.
Co się nie broni
Nieokreślona „istota człowieka”. Argument potrzebuje czegoś wspólnego wszystkim ludziom, co ufundowałoby równość - i esej to zakłada, nie definiując. Bez definicji nie sposób powiedzieć, która ingerencja tę istotę narusza, a która nie. Krytycy wskazywali to od razu i zarzut pozostaje aktualny.
Brak granicy. Skoro okulary, szczepienia i cesarskie cięcie były w swoim czasie ingerencją w naturalny bieg rzeczy, to potrzebne jest kryterium odróżniające je od wzmocnień. Esej takiego kryterium nie podaje. Odpowiedź strony przeciwnej: kryterium nie ma, bo granica jest historyczna, nie naturalna.
Wniosek nie wynika z przesłanek. To jest zarzut najczystszy logicznie. Jeśli problemem jest nierówny dostęp, to rozwiązaniem konsekwentnym jest dostęp powszechny, a nie zakaz. Esej przechodzi od diagnozy nierówności do postulatu powściągnięcia technologii, nie pokazując, dlaczego to pierwsze prowadzi do drugiego.
Co wiemy
- Esej ukazał się w „Foreign Policy” w 2004 roku, w ankiecie o najgroźniejsze idee.
- Jest tekstem publicystycznym, nie pracą badawczą - bez danych, bez aparatu, bez recenzji naukowej.
- Ustawił ramę dyskusji: krytyka transhumanizmu w mediach do dziś odwołuje się głównie do argumentu o równości.
Czego nie wiemy
- Czy przewidywany skutek wystąpi. Dwadzieścia lat później wzmocnienia dziedziczne pozostają zakazane klinicznie i nikt ich nie kupuje.
- Czy zakaz linii zarodkowej utrzyma się, gdy technika dojrzeje. To jest realny test tezy z eseju i wciąż przed nami.
Co zrobiła z tym druga strona
Odpowiedź środowiska transhumanistycznego przyszła szybko i miała dwa wątki.
Pierwszy: problem dystrybucji, nie technologii. Nierówny dostęp jest problemem politycznym i tak trzeba go rozwiązywać, a wstrzymanie rozwoju odbiera korzyść wszystkim, żeby nikt nie zyskał więcej.
Drugi: wolność dysponowania własnym ciałem. Dorosły człowiek decydujący o sobie nie potrzebuje niczyjej zgody, a odmowa prawa do zmiany bywa równie ingerująca jak zmuszenie do niej.
Pięć lat po eseju ta sama para autorów, która porządkowała dyskusję o wzmacnianiu poznawczym, ujęła to w formę akademicką, z osobnym rozdziałem o wyzwaniach regulacyjnych. Warto zauważyć, co się w tej odpowiedzi wydarzyło: przesłanka o nierówności została przyjęta, a spór przesunął się na to, co z niej wynika.
Dlaczego wracamy do tekstu sprzed dwudziestu lat
Bo ustawił ramę, w której rozmowa toczy się do dziś - i bo jego test właśnie się odbywa.
Esej przewidywał, że presja pójdzie w stronę wzmocnień kupowanych. Dwadzieścia lat później edycja linii zarodkowej jest zakazana klinicznie w większości państw, a to, co realnie się dzieje, jest inne: terapie w komórkach ciała, kosztujące miliony i dostępne dla nielicznych chorych. Nierówność jest, ale przebiega w poprzek innej osi, niż zakładał tekst - między tymi, których stać na leczenie, a resztą.
Co z tego wynika praktycznie: argument o równości warto trzymać, argument o istocie człowieka warto odłożyć. Pierwszy da się sprawdzić danymi o dostępie i kosztach. Drugi jest deklaracją, którą albo się podziela, albo nie.
Część większego wątku
- Historia transhumanizmuSto trzydzieści lat ciągłej tradycji: od moskiewskiego bibliotekarza, który chciał wskrzesić zmarłych, po protokoły badań klinicznych.
Źródła (4)
- Francis Fukuyama, Transhumanism, Foreign Policy, nr 144 (2004)
Krótki esej w ankiecie redakcji „Foreign Policy" o najgroźniejsze idee świata. Nie jest pracą badawczą i nie zawiera aparatu naukowego.
- Nick Bostrom, Anders Sandberg, Cognitive Enhancement: Methods, Ethics, Regulatory Challenges, Science and Engineering Ethics, t. 15 (2009)
Przywołane jako odpowiedź strony przeciwnej, sformułowana pięć lat po eseju.
- Michael J. Sandel, The Case Against Perfection, The Atlantic Monthly, kwiecień (2004)
- Robert Sparrow, A Not-So-New Eugenics: Harris and Savulescu on Human Enhancement, Hastings Center Report, t. 41 (2011)
Więcej w dziale Ludzie
Cały dział →Komentarze
Wczytuję komentarze…