Przejdź do treści
transhumanizm.com.pl
Szukaj

Czym jest transhumanizm

Jedno założenie, cztery pytania i spór, który jest częścią tej tradycji, a nie jej awarią.

Jeśli trafiłeś tu z wyszukiwarki i słowo „transhumanizm" kojarzy ci się głównie z nagłówkiem o Muska albo z filmikiem o chipowaniu ludzi — ta strona jest napisana dokładnie dla ciebie. Nie wymaga żadnego przygotowania i nie zakłada, że masz do tematu jakiś stosunek.

Zacznijmy od tego, czym transhumanizm jest, bo to zajmuje jedno zdanie.

Jedno założenie, z którego wynika cała reszta

Kondycja ludzka jest stanem wyjściowym, a nie docelowym.

To wszystko. Reszta to konsekwencje tego zdania, ciągnięte w różne strony przez ludzi, którzy często się ze sobą nie zgadzają.

Jeśli potraktować je poważnie, wynika z niego kilka rzeczy, które dla większości tradycji filozoficznych brzmią obrazoburczo:

  • Starzenie się i śmierć są problemami do rozwiązania, a nie porządkiem rzeczy, który trzeba zaakceptować. To nie znaczy, że ktoś wie, jak je rozwiązać — znaczy, że uważa pytanie za sensowne.
  • Zdolności poznawcze, emocjonalne i fizyczne wolno rozszerzać, jeśli człowiek sam tego chce.
  • Decyzja o własnym ciele należy do jednostki, nie do państwa ani wspólnoty. W tej tradycji nazywa się to morfologiczną wolnością.
  • To wszystko ma być przedmiotem badań, nie wiary. Liczy się to, co da się wykazać.

Ostatni punkt jest najważniejszy i najczęściej pomijany — także przez samych transhumanistów. Wrócimy do niego przy sporach.

Cztery pytania, wokół których to się kręci

W praktyce cała dziedzina rozkłada się na cztery obszary. Ten portal jest wzdłuż nich podzielony, więc możesz od razu pójść tam, co cię interesuje.

Skąd się wzięło to słowo — i dlaczego to ma znaczenie

Słowo ma dwóch ojców i dwa różne znaczenia. Mylenie ich jest źródłem większości jałowych sporów.

1957, Julian Huxley. Biolog ewolucyjny, pierwszy dyrektor generalny UNESCO, brat Aldousa Huxleya, wprowadza słowo w tomie esejów New Bottles for New Wine. Rozumie je łagodnie: człowiek przekraczający samego siebie przez rozwój nauki, kultury i wychowania — ale pozostający człowiekiem. W tej wersji nie ma niczego o wszczepach ani o nieśmiertelności. Więcej: Huxley: skąd wzięło się słowo transhumanizm.

1990, Max More. Znaczenie techniczne, w którym słowo funkcjonuje dzisiaj, dokłada mu dopiero esej Transhumanism: Toward a Futurist Philosophy w czasopiśmie Extropy. To pierwszy tekst, który traktuje transhumanizm jako stanowisko światopoglądowe i zestawia je z innymi — z humanizmem, religią, konserwatyzmem. Więcej: More: ekstropia, czyli porządek wbrew rozpadowi.

Dlaczego to nie jest ciekawostka dla historyków: zarzut „transhumanizm chce zastąpić człowieka maszyną" trafia w wersję z lat dziewięćdziesiątych, a nie w tę z 1957 roku. Kto broni jednej, a jest atakowany za drugą, będzie się kręcił w kółko.

Sama idea jest zresztą starsza niż słowo. J.B.S. Haldane pisał o sterowaniu ludzką biologią w 1923 roku, J.D. Bernal o wymianie ciała na części sztuczne w 1929, a po polsku Stanisław Lem opisał w Summa technologiae rzeczy, których wtedy nie było jak zbudować. Cała lista sylwetek jest w dziale Ludzie.

Czym transhumanizm nie jest

Ta sekcja jest tu dlatego, że w polskim obiegu słowo najczęściej pojawia się jako etykieta, oderwana od tradycji, z której pochodzi. Pięć najczęstszych pomyłek:

  • To nie jest „to, co mówi Musk". Miliarderzy finansujący firmy neurotechnologiczne są najbardziej widoczną częścią tego krajobrazu, ale nie są jego źródłem ani jego przedstawicielami. Tradycja jest starsza od nich o pół wieku i w dużej części im przeciwna.
  • To nie jest teoria spiskowa. Mit o chipie w szczepionce nie ma z transhumanizmem nic wspólnego — ani technicznie, ani ideowo. Rozbieramy go osobno: chip w szczepionce.
  • To nie jest posthumanizm. Mimo podobnej nazwy to inny nurt — filozoficzny, kwestionujący centralne miejsce człowieka, często wobec transhumanizmu krytyczny. Nie jest programem technologicznym. Zobacz: posthumanizm oraz Haraway: cyborg, który nie jest obietnicą.
  • To nie jest biohacking. Biohacking to praktyka, a nie światopogląd — można ją uprawiać bez żadnych przekonań transhumanistycznych i odwrotnie. Gdzie przebiega granica prawna: biohacking a prawo.
  • To nie jest religia ani obietnica zbawienia — choć bywa tak uprawiane, i to jest jeden z zarzutów stawianych mu od środka. Różnica jest sprawdzalna: religia nie wymaga dowodu, a tutaj brak dowodu jest zarzutem.

Spór jest częścią tej tradycji, nie jej awarią

Portal, który przedstawiałby transhumanizm jako zgodny ruch idący ku świetlanej przyszłości, kłamałby w pierwszym akapicie. Spór o niego toczy się od zewnątrz i od środka, i jest znacznie ciekawszy niż sama doktryna.

Zarzut o nierówność. Francis Fukuyama nazwał w 2004 roku transhumanizm „najniebezpieczniejszą ideą świata". Jego argument nie dotyczy techniki, tylko polityki: równość wobec prawa opiera się w praktyce na założeniu, że ludzie są pod istotnymi względami podobni. Jeśli długość życia i zdolności poznawcze staną się przedmiotem zakupu, założenie przestaje obowiązywać — i nie trzeba do tego niczyjej złej woli, wystarczy nierówny dostęp. Omówienie: najniebezpieczniejsza idea świata. Pokrewna krytyka, z zupełnie innej strony: Sandel: co tracimy, gdy przestajemy być darem.

Zarzut o naiwność. Żadna z centralnych obietnic — odwrócenie starzenia, przywrócenie do życia po kriokonserwacji, przeniesienie umysłu na inny nośnik (uploading świadomości) — nie została wykazana. Krytycy wskazują, że środowisko systematycznie myli „nie widzimy przeszkody zasadniczej" z „da się to zrobić". To jest mocny zarzut i trudno go odeprzeć.

Spory wewnętrzne. Środowisko dzieli się co najmniej wzdłuż dwóch osi: stosunku do ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją i stosunku do państwa. Skrzydło libertariańskie i skrzydło skupione na ryzyku egzystencjalnym wyciągają z tych samych przesłanek przeciwne wnioski praktyczne — jedni chcą mniej regulacji, drudzy znacznie więcej.

Osobno stoi zarzut o eugenikę i stanowisko biokonserwatywne. Oba traktujemy jako część tematu, nie jako atak, który trzeba odeprzeć.

Co z tego naprawdę działa, a co jest obietnicą

To jest pytanie, dla którego ten portal powstał. Poniżej rozróżnienie w najbardziej surowej postaci — bez żadnego „już wkrótce".

Stoi w klinikach dzisiaj

  • Implant ślimakowy — proteza zmysłu, która działa od dziesięcioleci i przywraca słyszenie setkom tysięcy ludzi. Najlepszy istniejący dowód, że interfejs między układem nerwowym a urządzeniem jest wykonalny.
  • Głęboka stymulacja mózgu — elektroda wszczepiana w mózg, standardowe leczenie w chorobie Parkinsona.
  • Terapia genowa w chorobach krwi — edycja genów, która wyszła z laboratorium do leczenia konkretnych pacjentów.

Jest obietnicą, nie wynikiem

Między tymi kolumnami jest szeroki pas rzeczy trwających właśnie teraz: badania kliniczne wszczepów (kto dziś testuje wszczepy mózgowe na ludziach), proteza mowy odczytująca zdania z kory mózgowej (proteza mowy) czy pierwsze przepisy regulujące sztuczną inteligencję (akt o AI wszedł w fazę egzekwowania). Ten pas opisujemy na bieżąco w Kronice.

Od czego zacząć

Jeśli masz przeczytać jedną rzecz więcej, niech to będzie hasło transhumanizm w naszym leksykonie — krótsze od tej strony i bardziej formalne, z rozróżnieniami pojęciowymi.

Dalej, zależnie od tego, co cię tu przywiodło:

A jeśli zastanawiasz się, kto to pisze i po co — o portalu oraz jak powstaje ten portal, gdzie opisujemy również udział narzędzi maszynowych w jego tworzeniu.

Komentarze

Komentowanie wymaga konta - to jedyny sposób, żeby ta sekcja nie zamieniła się w chaos. Prosimy o adres, nick i hasło; o nic więcej. Komentarze pojawiają się bez czekania, redakcja czyta je po fakcie. Zasady.

Wczytuję komentarze…